poniedziałek, 29 sierpnia 2016

a co jeśli ciągle brniesz boczną drogą? a co jeśli krzaki, kręte drogi, bezdroża, albo tylko piach i pył w upalny dzień, niemalże nie do przejścia? a co jeśli gdzieś obok pędzi szeroka autostrada Twojego życia? a Ty tkwisz gdzieś, gdzie brak drogowskazów, asfaltu, a szczyty nieprzebytych gór zasłaniają Ci Twój cel? a na dodatek okazuje się, że ta droga bardzo Ci się podoba... jest kręta, ale świeża, nowa, niewydeptana. jednak ciągle boczna, jednak ciągle nie główna, jednak życie, Twoje życie toczy się obok. a właściwie toczyłoby się, gdybyś nią poszedł/poszła. bo jednak jest ta nutka tęsknoty za jasnością i przejrzystością. za szczęściem bez zakrętów i mylenia szlaków. tęsknoty za prostymi jasnymi zasadami, które ostatecznie dają taką ulgę.. odpoczynek..
przedzieram się przez łąki pełne kamieni, padołów i podmokłych terenów, które trzeba obejść, by gdziekolwiek dojść. siadam na skraju strumienia i płaczę wraz z nim, moje łzy wsiąkają w błoto, a ja nie mogąc z wyczerpania cieszyć się widokiem zapadam się w bagniste podłoże. nogi grzęzną co chwilę, błoto zakleja oczy..
a gdyby tak te nieprzemierzone szlaki stały się celem. gdyby ból stóp, oczu i całego ciała nie przeszkadzał w marszu dookoła własnego życia? może okazałoby się, że cel jest właściwie zupełnie gdzie indziej, a podróż bez mapy daje możliwość nowych poszukiwań, nieprzewidywalnych zdarzeń, jakże uczących, jakże cennych, jakże wyczerpujących..
poddam się myślom rozpaczliwym i pozostanę w tych mokradłach przez jakiś czas. aż w końcu zostanę wiedźmą, ufającą tylko własnemu sercu. i wtedy moja dusza poniesie ciało dokądkolwiek, gdyż podróż okaże się celem, a nie jej kres..

wtorek, 16 sierpnia 2016

i tak ostatecznie zostajesz sam. i tak ostatecznie zostajesz sama. jak budzisz się w środku nocy inie możesz zasnąć.. gdy decydujesz o własnym życiu, musisz wziąć na siebie całą odpowiedzialność i wszystkie konsekwencje. gdy chorujesz, zostajesz sama ze sobą. gdy się cieszysz, dzielisz to szczęście, ale i tak pozostaje w środku i tylko Tobie kest znany prawdziwy jego obraz i jego zakres... gdy pada deszcz.. gdy leżysz w czyichś objęciach.. gdy się z kimś kochasz... bo o tym, że jesteś sama gdy umierasz, to już wiesz, choć nigdy tego nie przeżyłaś. czujesz to w kościach, w trzewiach. każda samotność przygotowuje Cię na śmierć.. dlatego trzeba tę samotność dobrze wykorzystać, żeby śmierć nas nie zaskoczyła swoim bezmiarem samotności.
a można też.. można.. tak po prostu się rozpłakać.. tulić samotne serce i wyć do księżyca z braku możliwości opuszczenia tej sytuacji.. bezzsenność jest bardzo samotna. samotność jest jeszcze bardziej bezzsenna.. bezcenna.. uczy żyć. i płakać..

środa, 18 listopada 2015

już po raz kolejny rodzę się na nowo. już od lat umieram i przechodzę kolejny poród. każdy coraz bardziej bolesny.. każdy kolejny coraz bardziej świadomy.. po każdym coraz szybciej chciałabym umrzeć.. wierzę w reinkarnację,  w wiele żyć, wiele ciał w jednym ciele.. wierzę w wiele miłości, w miłość poligamiczną, w mariarchat i wielobóstwo.. wierzę, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie i.. na świecie. wierzę w niemarketingowy wielokropek. wiara w Boga czyni cuda.. wiara w cuda czyni Boga. wierzę w Boginię Matkę. to ona teraz wzywa mnie do siebie: weź miecz i zawalcz o siebie! wtedy wygrasz nas wszystkich. wygrasz swoją miłość.. do każdego szczątka istnienia.."

środa, 12 listopada 2014

słuchawki zatykają mi uszy. już nie mogę wytrzymać. ale trzymam. trzyma, bo dobrze śpiewa. póki głowa nie pęknie. póki... nie... pęknie.... tak naprawdę, to pęknięcie jest blisko. rozstrzaska się na miliony kawałeczków i poleci w kosmos, we wszystkie kierunki świata, i to dużo więcej niż cztery. dużo więcej niż osiem. we wszystkie kierunki po prostu. tak, że nie będzie można jej tak łatwo pozbierać. zwiedzi obce kraje, obce galaktyki o obce zakamarki piasku pod stopami. fragmenty głowy, na przykład mózgu osadzą się na drzewach, na krzewach i będą bezpośrednio poznawać prawdę istnienia. po prostu wpoją się w to istnienie. staną się kawałkiem tego, do czego dotarły.
a potem już tylko pozostanie pozbierać kawałeczki głowy do kupy i złożyć je w jedną całość. w jedną głupiutką moją głowę, która od teraz stanie się już mądrą głową, bo nauczoną doświadczeniem, doświadczoną bezpośredniością, bezpośrednio zetkniętą z rzeczywistością rzeczy dotykalnych i realnych. instniejących w świecie niewyobraźni.

mamo, a co to jest istnienie?
mamo, no powiedz.
mamo..

czwartek, 23 października 2014

mała śmierć

trzeba utorować sobie drogę. czuję, jakby wielkie meble, ściany, głazy, krzaki przysłaniały mi dalszą perspektywę. ja wiem co tam jest, wiem co jest na horyzoncie. wiem dokąd zmierzam. tylko co chwilę wpada mi coś pod nogi, coś odwraca moją uwagę, zasłania, zatrzymuje. dokładnie, to ja sama się zatrzymuję, gdzieś tam w głębi czując, że droga jest dobra, że zmierzam w odpowiednim kierunku. tylko baaardzo wolno. baaaaaaaardzo wooooolnoo...

w końcu najbardziej dokucza mi już zmęczenie... i brak wizji zatrzymania się, uspokojenia myśl... wyrzucenia ich z głowy.., poczucia wiatru w ciele... zamknięcia oczu... .

potrzebuję małej śmierci

ostatniego pożegnania
zaduszki idę
postawię świecę i pomodlę się za zmarłych
zmarłe związki
umarłe miłości
niezrealizowane marzenia
zbiorę się na odwagę
i stanę się nimi
znów na chwilę

obejrzę stare zdjęcia
niezrealizowane życie
przejrzę się w nim
przyłożę do siebie
i z szacunkiem się pokłonię
wypuszczę
odłożę
pogrzebię
z całym ceremoniałem
byłeś / byłaś

kłaniam się przed tym
i pozwalam odejść...
odejdź we mnie
zapalę świeczkę
już czas.................

poniedziałek, 20 października 2014

gdy nie czuję dobrej energii, nie wchodzę.
wyrzucam.
opuszczam.
odpuszczam.
odwracam głowę.
to nie dla mnie energia, nie łączy się z moją, nie przyciąga.


w Tobie coś jest, że jestem. wracam. nawet jeśli wibracja obniża się, nawet jeśli płaczę i rzucam myślami na lewo i prawo, to.. zawsze wracam. spirala życia zazębiła się o Twoją. ma kolor krwi i zapach dusznego lata. brudzi, wżera się jak rdza. tryby złączyły się, zgrzytają, wytryskują z niej fragmenty maszyny, jakieś niezidentyfikowane elementy nie pasujące do siebie.. cała ta maszyna nie pasuje do siebie. zgrzyta i skrzeczy. a jednak pracuje. ku zaskoczeniu wszystkich. nawet jej samej. wytwarza i produkuje swoją własną energię. czasem gęstą i duszną, czasem słoneczną i przejrzystą, ale zawsze żywą, wibrującą i coraz bardziej dziką...

obudziłam się w sobie po raz kolejny. po raz kolejny podeszłam do okna i zobaczyłam ulewę, spływające po szybie krople potu. świat się spocił. moje ciało mokre. od łez. od deszczu. od zmęczenia po porannym.. wysiłku. nic już nie jest takie samo. dzisiaj nie jest podobne do wczoraj. jutro
będzie miało inny smak niż dzisiaj. wszystko się zdarzy i wszystko pryśnie. a ja. stanę na zgliszczach z mieczem w dłoni i zawołam: oto jestem. ciągle bliżej siebie. z dnia na dzień z sekundy na sekundę. proces przetwarzania żywności zaczął się . moja dusza karmi się emocjami i wypluwa drobne kosteczki złudzeń. moje ciało zakrawa na cud! a mój umysł - niepojęty. odtąd jestem sama sobie i sama w sobie. nikt nie ma do mnie wstępu (z wyjątkiem tych i tego, co jednak ma).



czwartek, 21 sierpnia 2014

powrót do domu

no i dosyć tego dupowatego miejsca w tym wszechświecie, gniazdka deprechy i użalania się, które sama sobie uwiłam i pławię się w nim wplatając kolejne witki w zwój gałęzi, upychając po kątkach smutki, wysiadując zgniłe jaja i świergocąc gorzkie żale. żem postanowiła, że tak dalej być nie może. (to znaczy już dawno postanowiłam, ale jakoś to jeszcze do mnie nie dochodziło). a teraz, nagle w tej chwili czuję, że nadeszła moc. w dupie mam (w chudej dupencji mojej, tak tak) co sobie społeczność ludzka zagoszczona na tej bożej kuli ziemskiej pomyśli (tak naprawdę to nie mam, ale bardzo bym chciała mieć, taką więc postawę przyjmuję). i wraca, czuję, że wraca! moc wraca! ja wracam. wraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaacaam! czy wy mnie wszyscy dobrze na pewno słyszycie? wy, moje członki, wy, moje uszy, wy moje myśli i pomysły. czas nadchodzi. czas się dzieje. tu i teraz wraca do łask. i nie chce mi się spać! to bardzo dobry znak. czy to może zasługa łyknięcia rano magnezu? a może ostropestu na czczao na oczyszczenie wątroby. acha! to na pewno hormon na tarczycę, tato już wie! hmmm, a może ramki wypalonych fajek, albo jednej, pojedynczej całkiem śmierdzącej tabletki na uspokojenie (zaraz przed kawą, żeby wyrównać pikanie). no coż. niech pomyślę. a może to sierpniowe późne słońce, albo mroźny jesienny już wiatr orzeźwiający wychodzące wieczorem z knajp osoby płci wszelakiej. tak jak w "czekoladzie", północy wiatr przynosi zmiany. generalnie tak, to ja się przenoszę na południe. tam świeci słońce, ciepło jest, a dziewczyny nie noszą biustonoszy. jeszcze tylko drink z przysłowiową palemką i kolorowy hamaczek między drzewami oliwnymi i już jestem w domu. tak on wygląda. mały, prosty, biały i nie cierpi jak się mu zajmuje zbyt dużo czasu. woli odpoczywać. ja i mój dom we mnie...